Kłusownicy na Mazurach

2010-10-25 13:21:23
Kłusownicy na Mazurach

Kłusownicy dzielą się na dwie grupy. Tych, którzy zabijają dziką zwierzynę dla mięsa, i tych, którzy kłusują tylko po to, by zdobyć poroże. I jedni, i drudzy są ciągle obecni w naszych lasach.

Leśnictwo Więckowo koło Nidzicy. Mężczyzna, który zbiera grzyby, zauważa potężnego samca jelenia. Byk desperacko próbuje uwolnić się z wnyków, które zastawił kłusownik. Gruba, jak ludzki palec, stalowa lina jest oplątana wokół poroża zwierzęcia. Grzybiarz powiadamia straż leśną. Strażnicy z kolegami z nidzickiej straż miejskiej (mają specjalny pistolet do usypiania zwierząt) przeprowadzają akcję ratunkową. Zwierzę zostaje na kilka godzin uśpione. Przez ten czas ratownicy uwalniają je z wnyków. Byk wraca do lasu. Nie zawsze jednak wszystko kończy się dobrze…

— Kłusownictwo w naszych lasach to ciągle duży problem — przyznaje Adam Siemakowicz, inspektor straży leśnej z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie. — Tylko w zeszłym roku odnotowaliśmy 41 przypadków kłusownictwa. Wykryliśmy sprawców aż 26 z nich. To dużo, ale zdajemy sobie sprawę, że istnieje pewna ciemna liczba takich przestępstw. Nie o wszystkich wiemy.

Odnotowanych w statystykach przypadków kłusownictwa byłoby zapewne jeszcze więcej, gdyby strażnicy leśni na bieżąco nie usuwali z lasu wnyków i potrzasków. Tylko od początku tego roku znaleźli aż 170 zastawionych pułapek na zwierzęta.

— Potrzaski spotyka się coraz rzadziej, bo nowych nikt już ich nie robi. To stara kowalska robota. Kłusownicy najczęściej zastawiają wnyki. To po prostu pętla z cienkiej stalowej linki, czy drutu, którą kłusownik zastawia np. na ścieżce, którą wędrują zwierzęta — obrazuje Siemakowicz. — Zwierzę wchodzi w pułapkę, a wówczas pętla zaciska się wokół jego ciała. Jeśli pomoc nie nadejdzie, umiera w męczarniach

Strażnicy leśni do dzisiaj pamiętają łanię, która w zeszłym roku wpadła we wnyki koło Nidzicy. Stalowa lina oplątała się wokół przedniej nogi samicy jelenia. Łania była tak wymęczona, że dała się napoić wodą, którą jeden z leśników podawał jej z plastikowego kubeczka. Taka ufność to w przypadku dzikiego zwierzęcia absolutna rzadkość. W wyniku obrażeń, których doznała, trzeba było jej jednak amputować racicę. Do powrotu do lasu już się nie nadawała. Zaopiekowali się nią ludzie.

Mniej szczęścia miała ciężarna sarna, która wpadła we wnyki wiosną tego roku na terenie Nadleśnictwa Mrągowo. Strażnicy leśni w miejscu, w którym wpadła w pułapkę, znaleźli tylko jej wypatroszone wnętrzności i leżące obok nienarodzone koźlęta. Szczęście w nieszczęściu, że udało się ująć sprawcę tego przestępstwa. Okazał się nim mieszkaniec jednej z podmrągowskich wsi. W lodówce, która stała w jego domu, strażnicy znaleźli starannie poporcjowane sarnie mięso.

Ofiarami kłusowników są najczęściej jelenie, sarny i dziki. Czasem zając. Sporadycznie łupem przestępców padnie łoś czy daniel. Samych kłusowników można podzielić na dwie kategorie. Pierwsza to mięsiarze, czyli ci, którzy kłusują, aby pozyskać dziczyznę.
— Wśród mięsiarzy można wyróżnić dwie grupy. Tych, którzy kłusują, aby mieć mięso na własne potrzeby i tych, którzy kłusują, by mięso sprzedać — dodaje inspektor straży leśnej Adam Siemakowicz.

Druga kategoria to kłusownicy trofeiści, jak nazywają ich leśnicy. To ci, którzy zabijają tylko po to, by pozyskać poroże. W zeszłym roku w Korpelach koło Szczytna leśnicy znaleźli dwa martwe jelenie. Zwierzęta nie miały… głowy. Kłusownik zastrzelił byki, fachowo odciął im łby, a korpusy zostawił w lesie. Na sprzedaży trofeów można się nieźle obłowić.

— Za kłusowanie grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Kłusownik musi też zapłacić ekwiwalent za zwierzynę, którą zabił. W przypadku jelenia wysokość ekwiwalentu to 5,8 tys. zł, za dzika 2,3 tys. zł, a za sarnę dwa 2 tys. zł — informuje Adam Siemakowicz.
Ale to nie wszystko. Kłusownicy, którzy polują przy pomocy broni palnej, muszą się liczyć z tym, że odpowiedzą także za nielegalne posiadanie broni. Taki los spotka mężczyznę, który wpadł pod koniec sierpnia tego roku na terenie Nadleśnictwa Mrągowo. Na jego posesji oprócz wnyków strażnicy leśni i policjanci znaleźli prawdziwy arsenał. Kłusownik gospodarskimi metodami zrobił sobie broń palną. Samodzielnie też wytwarzał amunicję.

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. rea #1138207 | 83.20.*.* 9 lip 2013 19:03

    właśnie zainteresowałem sie kłusownictwem tylko dlatego że dziki niszczą mi zboże.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz