Łosie coraz częstszym gościem na Mazurach

2010-09-07 02:00:00
Młody łoszak czekał cierpliwie na swoją mamę

Młody łoszak czekał cierpliwie na swoją mamę

Autor zdjęcia: Krzysztof Pawlukojć

W filmie Jerzego Stuhra „Duże zwierzę” główny bohater zaprzyjaźnił się z wielbłądem. U nas wprawdzie baktrianów i dromaderów jak na lekarstwo, ale są za to… łosie. I w dodatku jest ich coraz więcej. A kumpel łoś, to też coś!!!

A łoś to naprawdę… duuuuże zwierzę! O potędze łosia świadczą jego wymiary: długość ciała – do 3 m, wysokość – ponad 1,5 m, ciężar – od 400 do 700 kg. To wszystko sprawia, że razem z żubrem stanowią prawdziwą wagę superciężką w całym europejskim świecie zwierząt. Największe zagęszczenie tych sympatycznych ssaków występuje w Biebrzańskim Parku Narodowym – prawdziwej kolebce i łosiowym eldorado.

To właśnie na biebrzańskich bagnach po wojnie przetrwało jedyne w Polsce niewielkie stadko kilkunastu łosi. Obecnie na terenach biebrzańskich żyje ok. 700 osobników. Łoś to urodzony piechur, uwielbiający długie wyprawy i kolonizowanie nowych terenów. Dzięki temu te olbrzymie rozproszyły się po terenie całego kraju. W 2001 roku w Polsce wprowadzono całoroczny okres ochronny łosi. To zdecydowanie wpłynęło na zwiększenie liczebności tych zwierząt i już cztery lata później naliczono na terenie naszego kraju niemal trzy i pół tysiąca osobników.

Również okolice Giżycka, bogate w podmokłe, bagienne tereny stały się coraz częściej odwiedzane i zamieszkiwane przez łosie. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy otrzymywałem sygnały o obecności łosi m.in. w okolicach Pierkunowa, Pieczonek, Pamr, Doby, w rejonach Królewskiego Rogu oraz Fuledy. Bywały również przypadki spotkań na przedmieściach Giżycka.

Spotkanie nad Wojsakiem Moje tegoroczne spotkanie z łosiem również miało miejsce całkiem niedaleko granic naszego miasta. Konkretnie w lesie okalającym niewielkie jeziorko Wojsak, położone na północno–zachodnich obrzeżach Giżycka, nieopodal ogródków działkowych. Ten trudno dostępny teren odwiedziłem w celu sfotografowania przebywających tam żurawi. Przejście przez grząski i gęsto zarośnięty las wymagało dużego wysiłku i cierpliwości. Aby nie spłoszyć przebywających tam gospodarzy każdy krok trzeba było stawiać z wyczuciem, ostrożnie, wystrzegając się nawet najmniejszego hałasu.

Po długim i mozolnym marszu w końcu zauważyłem w oddali charakterystyczne sylwetki ptaków wyciągających z niepokojem swoje długie szyje. Jednak gąszcz drzew i krzewów nie pozwalał na wykonanie dobrego zdjęcia, tak więc trzeba było jeszcze się zbliżyć… Nagle jednak coś innego przykuło moją uwagę. Z prawej strony dobiegł do mnie odgłos szelestu liści i trzasku zeschłych, cienkich gałązek. Nic, tylko ktoś się tamtędy przedzierał. Pomyślałem, że to jakiś inny amator takich niekonwencjonalnych wycieczek. Jednak po chwili okazało się, że w odległości kilkudziesięciu metrów ode mnie z zielonej gęstwiny wyłoniło się jakieś [url=http://zwierzeta.wm.pl/]zwierzę
.

Cóż to u licha? Ani to pies, ani sarna – było pod słońce, więc długi czas nie mogłem rozpoznać tej przedziwnej istoty. Dopiero gdy sięgnąłem po lornetkę, spostrzegłem że to był… malutki łoś. Zwierz jak gdyby nigdy nic położył się pod najbliższym drzewem i nasłuchiwał, wystawiając w moim kierunku swoje długie uszy, przypominające dwa pokaźnie radary. Łoszak był spokojny i wyraźnie ciekawy. Korzystając z tego, że nie widziałem w pobliżu jego mamy postanowiłem obejść go dookoła, tak aby słońce mieć za swoimi plecami. Tylko w ten sposób mogłem w jakiś przyzwoity sposób udokumentować nasze spotkanie.

Cały czas jednak nie czułem się pewnie, wiedząc że gdzieś w pobliżu kręci się jego potężna opiekunka. Od razu przypomniały mi się przeczytane historie o łosiach i o rozwścieczonych klempach, które w obronie swoich młodych były w stanie zabić wilka, a nawet niedźwiedzia, że o człowieku nie wspomnę.

Szybko w nogi... Gdy już doszedłem do celu i zrobiłem kilka zdjęć, nagle usłyszałem kilkanaście metrów za mną przeraźliwy szelest w pobliskich krzewach. Rozedrgana ścinana zielonych liści i gałęzi wskazywała, że coś przedzierało się w moim kierunku i to dosyć zdecydowanie. Szczerze mówiąc, nie bardzo miałem ochotę czekać na to, co wyłoni się z zielonego parawanu, tylko zdecydowanym krokiem, żeby nie powiedzieć galopem, podążyłem do wyjścia.

Zauważyłem tylko uciekające przede mną spłoszone żurawie, które przebierały swoimi długimi nogami, klucząc między drzewami niczym nielotne strusie. Wracam do domu. Żona pyta: „Co robiłeś?”. „Ganiałem się po lesie ze zwierzętami” – odpowiadam zgodnie z prawdą. „Tak, oczywiście, a ja latałam na miotle z Jolantą Kwaśniewską…”.

Krzysztof Pawlukojć



Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Ogrodnik #2360775 | 46.151.*.* 27 paź 2017 11:17

    Wystrzelać większość łosia, bo żadnego z nich pożytku nie ma, tylko problemy.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz